3 wrzesnia – św. Grzegorz Wielki

 

Kościół stał się mostem między cywilizacją starożytną a nowymi ludami, które osiadły w Europie. Było to w znacznej mierze zasługą papieży.

Grzegorz-papiez
Kiedy wybrano go na papieża w roku 590, liczył 50 lat i nie miał nawet święceń kapłańskich. Był diakonem, mnichem, doradcą poprzedniego papieża. Parę lat wcześniej był prefektem miasta Rzym, ale zrezygnował ze świeckiej kariery. Z odziedziczonego majątku ufundował kilka klasztorów. Nawet rodzinny pałac przerobił na klasztor, w którym chciał wieść życie zakonne. Wzbraniał się przed przyjęciem urzędu św. Piotra, próbując nawet ucieczki. W końcu przyjął sakrę, stając się kolejnym biskupem Rzymu. Jako pierwszy papież posługiwał się tytułem „sługa sług Bożych”. Potomni nadali mu tytuł „wielki”. Czym sobie na to zasłużył?

Jego 14-letni pontyfikat przypadł na trudne czasy. Rzym cesarski upadł. Barbarzyńskie ludy zajmowały kolejne ziemie dawnego cesarstwa, które rozpadało się kawałek po kawałku. Upadła również większość instytucji, na których wspierała się antyczna cywilizacja. Kościół utrzymał się jako jedyna struktura o zasięgu powszechnym. W tej sytuacji przejmował wiele funkcji doczesnych instytucji, stając się pomostem między cywilizacją starożytną a nowymi ludami, które osiadły w Europie. Było to w znacznej mierze zasługą papieży, którzy w V i VI wieku konsekwentnie wzmacniają rolę papiestwa, jako ośrodka nie tylko kościelnej władzy, ale jako centrum zachodniej kultury. Powstają zręby średniowiecznej christianitas – „społeczeństwa chrześcijańskiego”. Europejczyk i chrześcijanin – te pojęcia będą odtąd używane zamiennie aż do czasu oświecenia.

Papież Grzegorz widział siebie jako duszpasterza Europy. Nie słuchał narzekań sfrustrowanych rzymskich arystokratów, tęskniących za przeszłością, łudzących się, że barbarzyńskie ludy gdzieś sobie pójdą. Papież wiedział, że musi zaakceptować nowy ład. Z nowych ludów chciał budować Kościół. Wysłał misjonarzy do Anglii, na czele z benedyktynem Augustynem, późniejszym świętym biskupem w Canterbury. Korespondował z władcami. Pozyskiwał dla wiary kolejne narody, umacniał ją tam, gdzie już została przyjęta. Napisał co najmniej 850 (!) listów, sporo homilii, komentarzy, także podręcznik dla duszpasterzy. Legenda mówi, że papież miał zwyczaj dyktować swoje pisma, siedząc za zasłoną. Pewnego razu ciekawski pisarz zerknął za kotarę. Ujrzał gołębicę – Ducha Świętego, który podpowiadał papieżowi słowa. Papież Grzegorz był darem Ducha Świętego dla chrześcijan swoich czasów. Mieli wielkiego papieża. Nie tylko oni. Duch nadal działa.

ks. Tomasz Jaklewicz